| |
|
| Zęby wypadają |
| |
Kotłuje się ciągle sprawa Fiata. Włosi postanowili ostatecznie przenieść produkcję Pandy z Tych do Włoch, Polacy natomiast jak zwykle obudzili się z ręką za uchem i podniosły się głosy, że nie można było do tego dopuścić, że rząd powinien interweniować itd. W Polsce zawsze jest tak, że jak trafi piorun, to nikt nie zastanawia się dlaczego, tylko wszyscy szukają winnego. Sprawa natomiast jest dość prosta. Fabryka w Tychach jest własnością Fiata i Fiat może robić tu, co chce. Trzeba było pomyśleć o tym wcześniej, kiedy podpisywaliśmy stosowne umowy, a nie teraz, kiedy woda się wylała. |
| |
|
Jawi się problem szerszy. Polskie rządy, i to nie tylko obecny, nie zajmowały się tak naprawdę motoryzacją. Trudno uznać, aby istniała jakaś przemyślana polityka rozwoju motoryzacji. Administracja codziennie myśli inaczej i co chwila zmienia przepisy, jak chociażby te dotyczące podatku VAT czy samochodów z kratką. W każdym rowie ponadto stoi złom do sprzedania i taka jest to polityka. Wszystkie kraje wschodnie, od Czech po Węgry, wprowadziły ograniczenia, tylko do Polski wjeżdża ciągle blisko milion sztuk starych samochodów rocznie. Ogranicza to sprzedaż nowych, spadają należne z tego tytułu podatki, ale nikt jakoś nie chce tego przeliczyć. Przyjęto założenie, że jesteśmy krajem biednym i przeciętnego Polaka stać tylko na złom, co jest prawdą, tyle że prawdą jest również, iż jak się klientowi podstawi stare, to nie kupi nowego. Przeciętna cena sprzedawanego w Polsce samochodu wynosi ponad 70 tys. zł, a więc nie do końca jesteśmy już tylko krajem biedaków.
Rząd jak nie zajmował się tymi sprawami, tak nie zajmuje. Na otwarcie nowej fabryki silników w Tychach, świetnych zresztą silników dwucylindrowych turbo 900 ccm, które będą zapewne podobną sensacją jak produkowane już silniki Multijet, na otwarcie nie przyjechał więc wicepremier od gospodarki Waldemar Pawlak, tylko nadesłał życzenia na telebimie i dodał, że nie przybył z powodu złych warunków atmosferycznych. Wszyscy dotarli, a na premiera padało, a tak naprawdę to biegał, aby zdobyć raptem dwa procent głosów w wyborach prezydenckich, i nie miał głowy na to, co dzieje się w Tychach.
Tak jest od dawna i takie są skutki. Włosi korzystają w Polsce z ogromnych ułatwień, od 18 lat nie płacą np. podatku dochodowego, i powinny być tu jednak zastrzeżone nasze prawa. Pisałem ostatnio w jednym z komentarzy, że Polacy powinni mieć prawo głosu we własnym kraju. Grzegorz Napieralski przyjechał do Tych i o godz. 6 rano rozdawał jabłka w czasie kampanii wyborczej, dużo zresztą nie dawał, jeżeli liczył, że za jedno jabłko dostanie jeden głos. Jarosław Kaczyński też próbował przypodobać się robotnikom, tyle że wszystko to było do fotografii na potrzeby wyborcze.
Fiat zapewnia, że sytuacja w Tychach nie ulegnie zmianie. Na miejsce Pandy produkowana będzie Lancia, nie będzie zwolnień i dalej będzie tu produkowane pół miliona samochodów rocznie. Są to obietnice warte mniej więcej tyle samo co obietnice Jarosława Kaczyńskiego, że w roku 2024 przeprowadzi w Polsce letnią Olimpiadę, a przy okazji także i zimową – co mu szkodzi obiecać. W zależności od bieżącej sytuacji wszyscy teraz zmieniają zdanie. W wielkim przemyśle jest tak, że jak nie ma zbytu, to zamyka się fabryki, a jak nie ma produkcji, to zwalnia się robotników.
Nie ma powodów, aby nie wierzyć Fiatowi, który twierdzi – powtórzmy – że nie będzie zwolnień. Tak twierdzi też prezes Fiata w Polsce Enrico Pavoni, a jego słowo się liczy. Wszystko zależy wszakże od bieżącej sytuacji. Polacy produkują w Tychach taką Pandę, że chce ją kupować cały świat, na co nie ma żadnej gwarancji, jeżeli samochód produkowany będzie we Włoszech. Wielu włoskich fachowców zresztą mówi wprost, że przeniesienie Pandy do Włoch to ekonomiczne samobójstwo, ale nie ma to żadnego znaczenia, bo nie o ekonomię tu chodzi, tylko o politykę. Fiat chętnie korzysta z polskich robotników, bo są świetni, ale jak przychodzi co do czego, to musi się zająć robotnikami we własnym kraju i nie ma co tu mieć żadnych złudzeń.
To też wszakże trzeba było przewidzieć. Na razie jest tak jak jest. Problemy związane z motoryzacją pozostają poza zainteresowaniem administracji rządowej. Żałosną sprawą jest los FSO. Fabryka została zmarnowana. Należy do firmy ukraińskiej, produkuje albo nie produkuje trochę Chevroletów, ale na dobrą sprawę to nikt nie interesuje się tym, co się w niej dzieje. Wykorzystywane jest zresztą tylko kilka hal, reszta stoi i niszczeje.
W Polsce jak ktoś ma parę złotych, to może obecnie kupić wszystko. Rolls-Royce w królewskiej wersji Phantom kosztuje 2,3 mln złotych w salonie u Fusa w Warszawie, we wrześniu ma być otwarty wytworny salon Bentleya nad Wisłą. Sprzedaje się też co roku przeszło 400 samochodów Porsche, chociaż każdy wie, że po polskich drogach jeździć się tym nie da, bo zęby wypadają. Polska motoryzacja jawi się jako umowa kupna-sprzedaży i niewiele więcej.
Wydaje się, że problemy z fabryką w Tychach powinny przekonać administrację rządową, że powinna to być również dla niej robota.
Jerzy Iwaszkiewicz
Zapraszamy do prenumeraty. zamów on-line
|
| |
| |
 |
| |
|
 |
Zarejestruj się |
|
|
|
|